niedziela, 31 października 2010

samotność

dawno nie było tu nowych wpisów... dawno nic nie myślałem, pomyślicie... nie, dużo myślałem. Może aż za dużo. Może właśnie dlatego, że tyle myślałem to się nic nie pojawiło... Niby przecież nic się nie dzieje, ot takie szare codzienności... Ale tak naprawdę tyle się dzieje, że aż się nieraz boję.
Samotność... ostatnio dużo o tym myślę... Na ile seminarium ma mnie uczyć bycia we wspólnocie, a na ile powinno raczej przypominac mi, że kapłaństwo to przede wszystkim samotność... Bo po szkole, po Mszy, katechezie, całym dniu, wrócę do domu, i będę sam. Mogę zadzwonić, napisać smsa, nawet nieraz do kogoś skoczyć, spotkać się, ale pręzej czy później, i tak pozostanę sam...i co wtedy? piętrzące się kryzysy i frustracje czy raczej bogacenie doświadczenia? Ciemna noc dla wiary, czy razej pustynia, pustkowie które jest specyficzną przestrzenią dla dialogu z Bogiem?
Pewnie i jedno i drugie... Bo jest samotność której potrzebuję. Która jest ubogaceniem i skarbem; samotność która w ciszy mówi.
Ale jest też taka samotność, której się boję, i której unikam. Samotność pustki, rozumiana jako przeciwieństwo przyjaźni; tej się boję.
i trudno mi nieraz zrozumieć że to tak naprawdę jedna i ta sama samotność... Tylko że trudno mi zrozumieć że w tej, którą nazywam przeciwieństwem przyjaźni nie jestem sam. Jest Ktoś, Przyjaciel, który chce być.
A ja uciekam, moze dlatego że po prostu, nie chcę Go słuchać? Może nie umiem?
Umiem.
Chcę.
Ale się bardzo boję.


wierzę Panie, ale zaradź memu niedowiarstwu...
Ja taki Zacheusz, z jednej strony tak chcę Cię ujrzeć że pcham się na każde drzewo, a z drugiej, na każdym drzewie boję się że spadnę, i nie patrzę na Ciebie, tylko na chwiejącą się gałąź...
Panie, dziś chciej zatrzymać się w moim domu! Spraw bym nie zachowywał się jak małpa, tylko zszedł z drzewa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz