piątek, 24 lutego 2012

Gorzkie Żale - część I - Pójdź za mną!


Pierwszy z sześciu tekstów rozważań Gorzkich Żali, pt. "Zamieszkać w Krzyżu", które w tym roku wygłoszę w Parafii Ofiarowania Pańskiego w Warszawie

część 1 - Piotr. Pójdź za mną. (26.02.2012)

Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą, i sławić twoją miłość.

Te słowa z Pieśni nad pieśniami niech będą dla nas zaproszeniem do pójścia, wraz z Chrystusem, wyjątkową drogą…
Na swojej drodze krzyżowej Jezus widział różnych ludzi.
Dlatego w tegorocznych rozważaniach pasyjnych spróbujemy przyjrzeć się różnym postaciom,
które towarzyszą Jezusowi na drodze krzyżowej.
Spróbujemy zastanowić się, gdzie na tej drodze jesteśmy my?
Kim ja jestem na drodze krzyżowej Chrystusa?
Żołnierzem, biczującym i poganiającym umęczonego Mistrza?
Weroniką, która, chcąc przynieść ulgę Jezusowi, wyciera Mu twarz?
A może jestem jak Judasz, który zdradza Jezusa, uciekając w ciemność?
Próbujmy w czasie tych rozważań odnaleźć swoją reakcję na krzyż, odnaleźć swoją ścieżkę na drodze Krzyżowej Jezusa. Tyle postaci patrzy na Jezusa w czasie Jego drogi krzyżowej… Tyle spotkań, spojrzeń.
Dziś przyjrzymy się Piotrowi, i jego reakcji na krzyż Chrystusa…

Gdy Jezus powoływał swoich uczniów, mówił do każdego z nich: Pójdź za mną!
Te słowa usłyszał też Szymon, rybak z Galilei. Usłyszał, i zostawił wszystko, by iść za Jezusem.
Nie wiedział, dokąd ta droga doprowadzi, nie znał dobrze Jezusa, ale zostawił całe dotychczasowe życie, i wyruszył. Za Chrystusem, który zmienił jego imię – z Szymona stał się Piotrem.

Powołanie ucznia Chrystusa związane jest z jakąś niewiadomą, z jakimś ryzykiem.
Pójdź za mną. Te słowa Jezus mówi do każdego z nas! Nie tylko do księży i sióstr zakonnych.
Każdemu z nas Jezus proponuje pójście za Sobą. W rodzinie, w małżeństwie, w samotności.
Pójdź za mną, to słowa, które Jezus kieruje i do ludzi młodych, do studentów, i do starszych – pracujących, emerytów. Każdy jest zaproszony by iść za Chrystusem.
Pójdź za mną – usłyszał Piotr, i wyruszył w drogę z Mistrzem. Widział w Jezusie Mesjasza, Zbawiciela. Szedł wiernie za Nim. Pierwszy uczeń, wybrany, później stanie się pierwszym papieżem. Ale nie zawsze był uczniem wzorowym… Przypomnijmy sobie słowa Jezusa – Zejdź mi z oczu, szatanie. Nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.

Zejdź mi z oczu – a dosłownie – stań za mną, za moimi plecami, tak żebym ciebie nie widział.
Piotr chciał prowadzić Jezusa. Widział w Jezusie Mesjasza – który wyzwoli Izraela z panowania Rzymu. A Jezus mówi – stań za mną. Bo ty nie będziesz mnie prowadził. To ja poprowadzę ciebie… Stań za mną – a więc – idź moimi śladami, idź za mną!
I chwilę później Jezus mówi – już do wszystkich uczniów, ale ciągle jakby w kontekście tej sceny z Piotrem – kto chce iść za mną… niech się zaprze samego siebie… kto chce zejść mi z oczu, i pozwolić się prowadzić, niech się zaprze samego siebie… niech co dnia bierze swój krzyż, i niech mnie naśladuje…
2 ważne pouczenia – zaprzeć się samego siebie, i brać co dnia swój krzyż, by naśladować Jezusa…
Jan Paweł II pisze: Nieść Krzyż za Jezusem oznacza być gotowym do wszelkiej ofiary z miłości do Niego
oraz nie stawiać nikogo i niczego przed Niego, nawet najdroższych osób, nawet własnego życia.
Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem.
Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On...

kto chce iść za mną… niech się zaprze samego siebie…
Ciekawe jest to słowo - zaprze. Tu Jezus mówi o zaparciu się samego siebie. Nieco dalej, w opisie Męki Jezusa też czytamy o zaparciu się. Posłuchajmy tego fragmentu ewangelii w którym Piotr zaparł się…  ale nie samego siebie… zaparł się Jezusa… 

Schwycili więc Jezusa, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana.
A Piotr szedł z daleka.
Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. 
A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła:
«I ten był razem z Nim».  Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: «Nie znam Go, kobieto». 
Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: «I ty jesteś jednym z nich».
Piotr odrzekł: «Człowieku, nie jestem». 
Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić:
«Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem». 
Piotr zaś rzekł: «Człowieku, nie wiem, co mówisz».
I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. 
A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra.
Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał. 

Trzy razy Piotr się zapiera. Trzy razy, według zwyczaju Izraela, oznaczało, że się jest pewnym w 100%, na amen.
Czy Piotr skłamał? Mówił – nie znam tego człowieka, ja z Nim nie chodziłem…
Piotr znał innego Chrystusa, za którego był gotów nawet umrzeć;
Chrystusa mocnego, któremu nie straszni faryzeusze, Jezusa, który działa cuda, i jest pełen mocy. A tu? Chrystus cierpiący, ubogi, upokorzony, bezbronny.
Najłatwiej więc wyrzec się Go, uciec, i grzać się przy ogniu.
Ta historia zaparcia Piotra nie jest zbyt odległa i od nas… Ile razy zapieramy się Jezusa… każdego dnia! Boimy się wyznać wiarę, przyznać do Jezusa.
Wstydzimy się Jezusa.
W domu, gry masz pokroić chleb, nie zrobisz na nim znaku krzyża, przecież to wstyd.
Nie powiesz swojej córce, która już 3 rok mieszka z chłopakiem i żyją jak małżeństwo, żeby wzięli ślub kościelny, to wstyd, a zresztą, i tak im ciężko…
Widząc na ulicy siostrę zakonną, księdza, nie powiesz szczęść Boże, to przecież wstyd.
Przed posiłkiem znak krzyża i modlitwa – tylko na filmach amerykańskich, w moim domu nie – wstyd
Czytać Biblię – wstyd
Czytać Gościa Niedzielnego, Niedzielę, - wstyd
A czasem nawet pójść do kościoła, przyjąć księdza po kolędzie – wstyd!
Kto nie bierze swego krzyża, nie jest mnie godzien. Tylko udaje że idzie za Mną.
Zapieramy się Jezusa. Jak Piotr.  
Gdy Piotr zaparł się po raz trzeci, kogut zapiał…
A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra.
Jezus spojrzał na Piotra… Użyte tu słowo spojrzał nie oznacza takiego zwyczajnego patrzenia…
Jezus wejrzał, zajrzał w głąb serca Piotra…
Jezus świetnie wiedział, co jest w sercu Piotra, wiedział, że jest tam żar wielkiej miłości.
Żar, który jest zagaszony, przytłumiony…
Dlatego  s p o j r z a ł  na Piotra – a w tym spojrzeniu jakby mówił – Piotrze, dlaczego mi to robisz. Czemu zadajesz mi jeszcze kolejne rany. Piotrze, ja i tak cię kocham!
I Piotr zapłakał. Przypomniał sobie bowiem słowa - Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie. Kto się mnie zaprze, ten nie jest mnie godzien.
Jednak Piotr zapłakał. Te łzy były wyrazem miłości. Judasz też się wyparł Jezusa.
Ale Judaszowi zabrakło łez. Nie żałował tego, co zrobił. Świadomie Odrzucił Jezusa.


Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną,
nie jest Mnie godzien.
Kto chce znaleźć swe życie,
straci je
a kto straci swe życie z mego powodu,
znajdzie je.
Bo droga za Chrystusem, to po prostu droga Krzyżowa.
I nikt z nas nie wie, ile czasu będzie trwała, ile będzie na niej naszych upadków, ile spotkań z życzliwymi ludźmi.
Idąc za Chrystusem odnajdziemy ból, smutek, stratę najbliższych;
wyznając wiarę może będziemy poniżani, lekceważeni, wzgardzeni, może będziemy także odrzuceni.
Ale Jezus przeszedł to wszystko już wcześniej, właśnie po to,
abyśmy idąc tą bolesną drogą, mogli odnaleźć radość, pokój, pełnię życia.

Droga krzyżowa – bezsensowna, smutna… Nie!
Jezus tej drodze nadał sens, pokazał jej piękny cel - zbawienie i radość życia wiecznego.
Dlatego chrześcijanin nie może być człowiekiem smutnym.
Nie możemy nigdy zapomnieć że Krzyż, symbol tego wszystkiego, co nas przytłacza, pozostał pusty, a po Wielkim Piątku nadeszła Niedziela Zmartwychwstania.

Chrystus zwyciężył.



Pamiętacie z pewnością obraz cierpiącego Jana Pawła II, który w 2005 roku, kilka dni przed swoją śmiercią, uczestniczył za pośrednictwem transmisji telewizyjnej w drodze krzyżowej odprawianej w rzymskim Colosseum.
Nie miał siły, głosu, ledwie siedział na fotelu w swojej prywatnej kaplicy.
W ręce wziął krzyż, i całym sobą go objął.
A ci, którzy byli wtedy przy Nim, mówili, że papież płakał.
Na koniec tych rozważań przywołajmy jego słowa…:





Kultura, która przypisuje wartość tylko temu, co ma pozór piękna
i co sprawia przyjemność, chciałaby wam wmówić, że trzeba odrzucić Krzyż.
Otwórzcie oczy! To nie jest droga prowadząca do radości i do życia, ale ścieżka wiodąca w przepaść grzechu i śmierci.
Jeżeli Krzyż zostaje przyjęty, przynosi zbawienie i pokój (...)
Bez Boga Krzyż nas przygniata;
z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie. (...)
Weź Krzyż!
przyjmij go, nie pozwól, aby przygniotły cię wydarzenia,
ale z Chrystusem zwyciężaj zło i śmierć!
Jeżeli z Ewangelii Krzyża uczynisz program swojego życia,
jeżeli pójdziesz za Chrystusem aż na Krzyż, w pełni odnajdziesz samego siebie!

Amen.

wtorek, 1 listopada 2011

kibice

Wszystkich Świętych dziś...

co to za ciekawe i piękne święto... Kojarzy się z cmentarzem i zmarłymi, ale przeciez to święto tak radosne jak Wielkanoc. Chrystus Zmartwychwstał.


Wielki stadion, my - żyjący - jesteśmy na środku, gramy. Na trybunach tego największego stadionu świata zasiadają wszyscy święci... i nieustannie kibicują nam, mówiąc: dasz rade, odwagi; niczego się nie bój; wypłyń na głębię; jesteśmy z tobą; poradzisz sobie; kochaj Chrystusa, kochaj Kościół; bądź wierny!


oni nieustannie za nami wstawiają się, wierzą w nas, że i nam się uda dołączyć do nich....


dziś imieniny wszystkich naszych świętych patronów... i nasze imieniny.
najlepsze życzenia!

środa, 24 sierpnia 2011

Pielgrzymka

zanim cokolwiek napiszę, trzeba jasno powiedzieć - opuściłem się... ostatni wpis jest z kwietnia, a tu już dziś pawie koniec sierpnia...Cóż. tak jakoś się złożyło, było trochę wyjazdów, sesja, koniec roku... nie mam lepszych argumentów na swoje usprawiedliwienie... postaram się to zmienić:)

a teraz do rzeczy...
niebawem, za kilkadziesiąt godzin rozpoczynam, wraz z 5 najcenniejszymi ludźmi z Seminarium, pielgrzymkę. Nietypowa to będzie pielgrzymka, jednego celu, punktu dojścia, chyba nie ma. Nie będziemy szli szlakiem pielgrzymim, nie będziemy "jechać do" i "wracać z".

Jednocześnie jednak jakiś cel jest naszej wędrówki. Cel - czyli coś, do czego dążymy, na co czekamy, a czasami to nawet nie możemy się już doczekać... Tym celem w naszym wyjeździe jest moim zdaniem wspólnota. Taka pomiędzy nami - uczestnikami.
Jedzie nas 6. Czterech  kleryków z kursu IV i dwóch z VI. Każdy jest jakoś tam trochę inny, indywidualny i niepowtarzalny. Z każdym inaczej się rozmawia, spędza czas. Ale to jest właśnie piękne w tej naszej ekipie - że mimo tego, że zupełnie różni jesteśmy, jakaś więź jedności między nami jest...

Wyjazd do Francji planowaliśmy już od dobrych kilku miesięcy... Plan był z początku prosty - jedziemy na tydzień do Taize i wracamy. Po drodze mieliśmy coś tam zobaczyć. Jeśli zaś chodzi o skład, zupełnie spontanicznie wyszła ta szóstka kleryków... Po prostu, jakoś chyba najwięcej czasu ze sobą spedzamy właśnie my, w Seminairum i nie tylko, więc dość naturalnie to wyszło...
a trasa? z prostej drogi Warszawa - Taize - Warszawa nie zostało praktycznie nic... To znaczy, będziemy w Taize, trasa jednak wygląda mniej więcej tak - Warszawa - Niemcy: Bawaria, sanktuaria, miejsca związane z BenedyktemXVI - Szwajcaria - Francja: Mt Blanc, Grande Chartreuse, La Salette, Tamie, Le Puy, Ars, Lyon, Grenoble, Taize, Vezelay, Citeaux, Orlean, Fontgombault, Solesmes, Paryż, Mt. St. Michel, Reims, Trosly - Belgia: Laveaux Ste Anne, Liege - Niemcy: Paderborn, Msza z Papieżem Benedyktem w Berlinie - Warszawa.

O, taka trasa. Zamiast 2000 km, robimy jaieś 6000.
Najlepsze jest to że te wszystkie miasta i pomysły rodziły się baaardzo spontanicznie - a może jeszcze tu, a może tu...

Zatem niebawem ruszamy. W pielgrzymkę. Pielgrzymkę przez wspólnoty i zakony Francji, ale także pielgrzymkę do wspólnoty, której mamy szukać pośród nas. Pomoże nam w tym wspólna modlitwa, śpiew, dzielenie się Słowem, ale i takie zwyczajne, wspólne życie codzienne...

Potrzeba do tego waszej modlitwy Wtedy na pewno się uda!
Jak wrócimy, to postaram się napisać coś o tym wyjeździe. A tymczasem zamieszczam link do kilku zdjęć z wyjazdu na Bałkany w lipcu 2011:
https://picasaweb.google.com/108987214081724366522/BaKany2011?authuser=0&feat=directlink


poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Zmartwychwstanie w ogrodzie...

Oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł, na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic...


święty Grzegorz z Nyssy widzi w tym obrazie zimy z Pieśni nad Pieśniami obraz duszy człowieka. Zima to czas, w którym nie ma kwiatów, zieleni, jest smutno szaro, zimno. Drzewa bez liści są jak ludzie bez skóry i ciała. Straszna pora. Tak wygląda dusza, w której mieszka grzech. Pierwotnie piękna i młoda, zielona i kwitnąca, w Raju, a później, przez grzech, zamarznięta i brzydka.

Oblubienica śpiewa - oto minęła już zima. Dlaczego? Bo Chrystus przyszedł. Zwyciężył zimę, sprawił że na nowo zakwitła wiosna! (jak Aslan w Opowieściach z Narnii).

Koniec zimy! Chrystus żyje!

ukazał się Marii Magdalenie w ogrodzie.... Oblubieniec w ogrodzie, zupełnie jak w Pieśni nad pieśniami. I mówi do niej - powiedz moim braciom że żyję!

Ona idzie. I głosi. Całym swoim życiem głosi to orędzie Zbawienia...
Też mamy isć, tż mamy głosić Chrystusa, jak MAria Magdalena...

jak to robić??

Chrystus ma inną drogę do każdego człowieka. Jedno jest pewne, musisz Go spotkać.

szukaj. On jest. W ogrodzie, blizej niż myślisz.

On jest.

Daj się porwać mocy Zmartwychwstania!

piątek, 11 lutego 2011

Zejdź mi z oczu, szatanie…

Zejdź mi z oczu, szatanie…
Pójdź za mną!

W Biblii Tysiąclecia (Mk 8,33) czytamy:
Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».
Ten sam zwrot Jezusa – zejdź mi z oczu, szatanie – odnajdziemy w mateuszowej wersji pierwszej zapowiedzi męki (Mt 16,23). Trochę dziwne to stwierdzenie, szczególnie dlatego, że skierowane jest do najważniejszego ucznia! Zejdź mi z oczu – brzmi trochę z nienawiścią nawet. Może to wina tłumaczenia, pomyślałem. Sprawdźmy…
Podobne do tłumaczenia Biblii Tynieckiej jest to, jakiego dokonano w Poznaniu:
On zaś odwrócił się, a zobaczywszy uczniów, skarcił ostro Piotra, mówiąc: - Zejdź mi z oczu, kusicielu, bo myślisz po ludzku, a nie po Bożemu.
W Biblii Gdańskiej natomiast zwrot ten przetłumaczony jest nieco inaczej. Tłumacz użył tu łagodniejszego określenia:
Ale on obróciwszy się, a wejrzawszy na ucznie swoje, zgromił Piotra, mówiąc: Idź ode mnie, szatanie; albowiem nie pojmujesz tego, co jest Bożego, ale co jest ludzkiego.
A jak inne polskie tłumaczenia? Ks. Romaniuk w swojej Biblii warszawsko-praskiej podaje w zasadzie najłagodniejszą wersję:
A On odwrócił się i zobaczywszy swych uczniów zgromił Piotra, mówiąc: Odejdź stąd, szatanie! Nie myślisz o tym, co Boże, tylko o tym, co ludzkie.
Nie pozostaje nic innego jak zajrzeć do oryginału…  W języku greckim werset ten wygląda następująco:
ὁ δὲ ἐπιστραφεὶς καὶ ἰδὼν τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ ἐπετίμησεν Πέτρῳ καὶ λέγει· ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ, ὅτι οὐ φρονεῖς τὰ τοῦ θεοῦ ἀλλὰ τὰ τῶν ἀνθρώπων.
Zwrot ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ przetłumaczyć trzeba mniej więcej tak: pójdź za mnie, stań za mną, szatanie.
Zajrzałem do innych przekładów, i okazało się, że nie tylko te polskie dalekie są od oryginału.
Na przykład język włoski (San Paolo Edizione):
Egli, però, voltatosi e guardando i suoi discepoli, rimproverò Pietro dicendogli: «Vattene lontano da me, satana, poiché tu non hai sentimenti secondo Dio, ma secondo gli uomini».
Wyróżniony tu zwrot należało by przetłumaczyć jako: oddal się daleko ode mnie, szatanie. Podobnie zresztą jak w języku niemieckim: Weg von mir, Satan!
Jednak na szczęście są przekłady wierne orginałowi… ;) I tak:
Po francusku jest dokładnie tak samo jak w oryginale – pójdź za mnie – (Bible de Jerusalem):
Mais lui, se retournant et voyant ses disciples, admonesta Pierre et dit : " Passe derrière moi, Satan ! car tes pensées ne sont pas celles de Dieu, mais celles des hommes !
w języku angielskim (New International version) czytamy:
But when Jesus turned and looked at his disciples, he rebuked Peter. "Get behind me, Satan!" he said. "You do not have in mind the things of God, but the things of men."
W zasadzie polski zwrot zejdź mi z oczu odnosi się do tego samego; no bo jak najlepiej zejść z oczu? No własnie stanąć za kimś. Wtedy nie będzie nas na pewno ten ktoś widział. Ciekawe jest również to, że w następnym wersecie (Mk 8,34) znów pojawia się greckie ὀπίσω μου. Tym razem jednak Biblia Tysiąclecia właściwie już tłumaczy ten zwrot w znanym przez nas zwrocie :
Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!
Oryginał wygląda tak:
Καὶ προσκαλεσάμενος τὸν ὄχλον σὺν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ εἶπεν αὐτοῖς· εἴ τις θέλει ὀπίσω μου ἀκολουθεῖν, ἀπαρνησάσθω ἑαυτὸν καὶ ἀράτω τὸν σταυρὸν αὐτοῦ καὶ ἀκολουθείτω μοι
Jeszcze częściej pojawia się ten zwrot w innych fragmentach Ewangelii. Na przykład wtedy, gdy Jezus powołuje swoich uczniów, mówi do każdego z nich – Pójdź za mną! Ten zwrot w orginale brzmi właśnie: δεῦτε ὀπίσω μου – przyjdź, i stań za mną. (Mk 1,17 i podobne)
Gdy Jezus mówi o Janie Chrzcicielu też używa tego sformułowania:
Καὶ ἐκήρυσσεν λέγων· ἔρχεται ὁ ἰσχυρότερός μου ὀπίσω μου, οὗ οὐκ εἰμὶ ἱκανὸς κύψας λῦσαι τὸν ἱμάντα τῶν ὑποδημάτων αὐτοῦ
BT: I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów.
Zwrot – postępować z tyłu, za Panem – spotykamy również w Starym Testamencie. Jako zwrot idiomatyczny języka hebrajskiego, w przekładach na języki współczesne zastępowany jest innymi, które wyrażają właśnie to, co pierwotnie oznaczał. A więc posuwamy się dalej:
Zwrot מַלֵּ֖א אַחֲרָ֑י יְהוָ֥ה występuje w Starym Testamencie 8 razy (Lb 14,24; 32,11; Pwt 1,36; Joz 14,8; 1 Krl 11,6). A co oznacza? Poniżej podaję polskie tłumaczenie (BT) tych tekstów, pogrubieniem zaznaczyłem zastosowany w języku hebrajskim zwrot postępować za Panem:
Tylko słudze memu Kalebowi, który ożywiony innym duchem okazał Mi pełne posłuszeństwo, dozwolę wejść do kraju, który już przewędrował, i potomstwu jego dam go w posiadanie. (Lb 14,24)

Mężowie, którzy wyszli z Egiptu w wieku od dwudziestu lat wzwyż, nie zobaczą kraju, który poprzysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi; nie okazali mi bowiem pełnego posłuszeństwa; (Lb 32,11)

oprócz Kaleba, syna Jefunnego Kenizyty, i Jozuego, syna Nuna, którzy okazali Panu pełne posłuszeństwo. (Lb 32,12)

z wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego. On ją zobaczy. Jemu i jego synom dam ten kraj, po którym on chodził, gdyż on okazał pełne posłuszeństwo wobec Pana». (Pwt 1,36)

A gdy moi bracia, którzy wyruszyli ze mną, przerazili serce ludu, ja poszedłem całkowicie za Panem, Bogiem moim.
 (Joz 14,8)

Owego dnia Mojżesz przysiągł: Na pewno ziemia, na której stanęła twoja noga, przypadnie tobie i potomkom twoim w wiecznym dziedzictwie, ponieważ byłeś wierny Panu, Bogu mojemu. (Joz 14,9)

Dlatego należy Hebron jako dziedzictwo do Kaleba, syna Jefunnego, Kenizzyty, aż do dnia dzisiejszego, bo poszedł on całkowicie za Panem, Bogiem Izraela. (Joz 14,12)


Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec.  (1 Krl 11,6)

Ciekawy to zwrot, może takie wyjaśnienie pomoże lepiej go zrozumieć. Zganienie Piotra tak wyjaśnione brzmiało by więc po polsku:
Okaż posłuszeństwo, bądź mi wierny, chcę byś całkowicie poszedł za mną. Mówię o tobie używając słowa „szatanie”, bo myślisz bardziej po ludzku niż po bożemu. Ty chcesz, żebym to ja szedł za tobą. Nie, zejdź mi z oczu, stan za mną, i idź za mną. Ja zaprowadzę cię, gdzie nie chcesz, pójdziesz tam, gdzie ja chcę.
Może w tym kontekście inaczej spojrzeć można na zdanie, jakie Jezus wypowiedział o Janie Chrzcielu – za mną Idze ten… - Może należy to rozumieć tak – Jan okazuje największe posłuszeństwo, jest mi wierny.
A w kontekście słów powołujących apostołów?
Pójdź za mną! Okaż pełne posłuszeństwo!
Całkowicie mi zaufaj!
Bądź mi wierny!