2 czerwca o 10.00 w katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie przyjmę z rąk księdza Kazimierza Kardynałą Nycza święcenia prezbiteratu.
Zapraszam na prymicje!!
2 czerwca o 17.00 - na plach wilanowskich, przy Świątyni Opatrzności Bożej
3 czerwca o 13.00 - w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej
6 czerwca o 18.30 - w kościele seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu 52/54 w Warszawie
7 czerwca o 11.00 - razem z procesją Bożego Ciała - w Podkowie Leśnej
10 czerwca o 12.30 - w kościele p.w. Ofiarowania Pańskiego na Wyżynach (ul. Stryjeńskich 21) w Warszawie (Ursynów - stacja metra Natolin)
wtorek, 15 maja 2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
gorzkie żale, część VI, ostatnia, I kwietnia 2012
Moi drodzy,
W każdej z tegorocznych medytacji gorzkich żali przyglądaliśmy się Jezusowi, idącemu drogą krzyżową. Na tej drodze spotykaliśmy różnych ludzi, i zastanawialiśmy się, jakie jest moje miejsce na drodze Krzyżowej? Gdzie ja jestem? Jaka jest moja reakcja na krzyż? Czy jestem jak wierny uczeń, jak Jan? Czy może czasem zapieram się jak Piotr? A może wiernie, jak Maryja, trwam przy krzyżu Chrystusa, w którym , jak Maria Magdalena, widzę kogoś ukochanego?
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.
Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem?
Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących;
za grzechy mego ludu został zbity na śmierć.
nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało.
Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie.
Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz,
za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców.
A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.
Dziś, kiedy zbliżamy się do końca drogi krzyżowej, chciałbym mówić o Jezusie. O Jego męce
i Jego reakcji na Krzyż.
i Jego reakcji na Krzyż.
Za kilka dni, kolejny raz staniemy wobec śmierci Jezusa.
Wobec tajemnicy Życia!
Śmierć nie jest ostatnim słowem. Dla Jezusa jest to zapowiedź zmartwychwstania,
które nastąpi trzeciego dnia.
To do tego wydarzenia zmierzało całe Jego ziemskie życie – spotkania z ludźmi,
uzdrowienia, nauczanie.
uzdrowienia, nauczanie.
A obok krzyża Jezusowego stały:
Matka Jego i siostra Matki Jego,
Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.
Potem Jezus świadom,
że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę».
Stało tam naczynie pełne octu.
Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano.
A gdy Jezus skosztował octu, rzekł:
«Wykonało się!»
I skłoniwszy głowę oddał ducha.
W seminarium, w każdy piątek, przez cały rok, nasza wspólnota gromadzi się w kościele na drodze krzyżowej. Wspólnie przechodząc przy kolejnych stacjach wokół kościoła przeżywamy Drogę Chrystusa. Przy stacji XII, stacji w której wspominamy śmierć Jezusa, wszyscy klęczymy. Klęczymy i często trwamy w ciszy i milczeniu. Bo wobec tajemnicy Chrystusa żadne słowa nie będą odpowiednie, wobec tak wielkiej tajemnicy, czasami cisza przemawia dużo bardziej niż słowa.
My też, dziś, rozważając tajemnicę śmierci Jezusa w ciszy trwajmy przy krzyżu; wpatrujmy się w oblicze Chrystusa, obecnego w Najświętszym Sakramencie. On mówi każdemu z nas to, co powiedział swoim umiłowanym uczniom:
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem.
Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.
Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.
To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.
W Ewangelii Jana czytamy:
I skłoniwszy głowę oddał ducha.
Oddał ducha.
Nie stracił, ale oddał. Przekazał. (paredoken to pneuma) Tchnął. Skłoniwszy głowę, to znaczy tchnął w kierunku ziemi.
Na krzyżu Chrystusa rodzi się Kościół!
Święty Paweł pisze:
Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie:
Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana;
jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana.
I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana.
Te słowa są trudne do zrozumienia.
Trzeba wielkiej wiary, i głębokiej relacji przyjaźni z Chrystusem,
by ufając Mu bezgranicznie, żyć tak, by być gotowym na spotkanie z Nim.
Święty Augustyn mówił:
żyj tak, jakby ten dzień miał być twoim ostatnim…
Śmierć Jezusa.
Wydaje się że to już koniec.
Tak też może być i w twoim życiu.
Wszystkie twoje siły zawiodły, nadzieje na życie umarły.
Choć to trudne, pokonaj siebie,
i pozwól Jezusowi, by On sprawił, by to wszystko,
co nie pozwala Mu zbliżyć się do Ciebie umarło.
Oddaj Mu to wszystko na krzyżu.
Wtedy to On będzie żył w Tobie,
a to, co wydawało się końcem – stanie się początkiem.
Idąc drogą Krzyżową Jezus upadał. Nie miał sił. Ale szedł dalej. Szedł dalej ponieważ miał przed oczami ciebie. Twoja historię, twoje grzechy, twoje upadki. I nie poddał się. Szedł dalej, by na krzyżu pokonać to wszystko, co oddala cię od Niego.
Kończy się wielki Post, kończą się Gorzkie Żale, ale droga Krzyżowa trwa nadal! Każdego dnia stajemy wobec wyboru – jak wierny uczen trwać przy Jezusie, czy uciec w ciemność jak Judasz. Być przy umiłowanym jak Maria z Magdali, czy zaprzeć się, jak Piotr.
Takie jest nasze życie. Pełne wyborów Jezusa. Każdego dnia…
Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć —
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko twoim żołnierzem.
Twoim słowom siebie zawierzyć —
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko twoim żołnierzem.
Jedno wiem i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom —
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.
Nie potrzeba oczom i uszom —
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.
Panie, wesprzyj nas,
by to rozważanie Twojej męki nie było jedynie przelotnym wzruszeniem.
Spraw, bym tak jak Ty, nie bał się krzyża, nie bał się zamieszkać w Krzyżu, zamieszkać w Twojej miłości, zamieszkać w Twoim sercu, zamieszkać przy Tobie, bo niespokojne będzie serce moje, tak długo, dopóki nie zamieszka w Tobie.
Pomóż mi, bym towarzyszył Ci nie tylko myślami,
lecz bym każdego dnia szedł Twoją d r o g ą całym swoim sercem
i konkretnymi uczynkami codziennego życia. Spraw, bym nie bał się iść Twoją drogą. Choć ta droga prowadzi na Golgotę, to przecież śmierć nie ma na niej ostatniego słowa. Krzyż pozostanie pusty, stanie się bramą, prowadzącą przez pusty grób do Życia. Do raju. Do zbawienia.
i konkretnymi uczynkami codziennego życia. Spraw, bym nie bał się iść Twoją drogą. Choć ta droga prowadzi na Golgotę, to przecież śmierć nie ma na niej ostatniego słowa. Krzyż pozostanie pusty, stanie się bramą, prowadzącą przez pusty grób do Życia. Do raju. Do zbawienia.
Ty jesteś Drogą, Prawdą i Życiem.
Tobie Zmartwychwstały chwała i cześć na wieki wieków.
Amen.
piątek, 16 marca 2012
Gorzkie Żale, cz. IV, 18 III 2012, Ofiarowanie Pańskie Maria Magdalena, Miłość silniejsza niż Krzyż
To już czwarte spotkanie na drodze krzyżowej Jezusa. Każdej niedzieli przyglądamy się konkretnej osobie, i jej reakcji na krzyż, jednocześnie szukając w ten sposób swojego miejsca przy krzyżu Jezusa. Cały czas powraca do nas to pytanie, kim ja jestem na drodze krzyżowej Jezusa?
Na początku naszej tej medytacji sięgnijmy do księgi Rodzaju…:
Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»
On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
«Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki».
Dlatego Pan Bóg wydalił człowieka z ogrodu Eden. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.
W dzisiejszym rozważaniu chciałbym skupić się na postaci Marii Magdaleny. Pochodziła z Magdali, miejscowości położonej nad Jeziorem Galilejskim. Według tradycji była ona prostytutką, która przeżyła nawrócenie; w samej Ewangelii nie znajdziemy potwierdzenia takiej wersji jej życia!
Ewangeliści piszą, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Liczba siedem sugeruje pełnię, dlatego możemy domyślać się, że poziom opanowania przez złego ducha był bardzo duży i musiał powodować wielkie cierpienie. Nie wiemy, jak dokładnie wyglądało jej uzdrowienie. Pewne jest to, że wyzwolenie od złego rozpoczęło nowy etap jej życia. Spotkanie z Jezusem otworzyło przed nią nową drogę. Magdalena towarzyszy odtąd wiernie Jezusowi w czasie Jego działalności, jak apostołowie jest świadkiem Jego cudów.
Ewangeliści piszą, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Liczba siedem sugeruje pełnię, dlatego możemy domyślać się, że poziom opanowania przez złego ducha był bardzo duży i musiał powodować wielkie cierpienie. Nie wiemy, jak dokładnie wyglądało jej uzdrowienie. Pewne jest to, że wyzwolenie od złego rozpoczęło nowy etap jej życia. Spotkanie z Jezusem otworzyło przed nią nową drogę. Magdalena towarzyszy odtąd wiernie Jezusowi w czasie Jego działalności, jak apostołowie jest świadkiem Jego cudów.
Więcej nawet! Maria z Magdali jest przy Jezusie, gdy inni zawiedli. Kiedy zabrakło Piotra i innych Apostołów, ona nie uciekła. Magdalena jest świadkiem ukrzyżowania i śmierci Mistrza, zdjęcia Go z krzyża i pogrzebu.
A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.
Wiernie trwała przy krzyżu, bo na nim wisiał Mistrz. Pan.
Jest taka scena w Ewangelii Łukasza, w której Maria Magdalena obmywa nogi Jezusowi. A On odpuszcza jej grzechy.
Mówi wtedy: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Więcej miłuje zatem ten, komu więcej się odpuszcza…
Więcej miłowała Maria Magdalena, dlatego nie bała się krzyża, reakcji Żydów, żołnierzy. Ona po prostu musiała tam być! Co więcej, wróciła jeszcze do grobu…
Posłuchajmy fragmentu Ewangelii Jana:
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu.
Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"».
Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana».
Maria jest tam, gdzie być powinien każdy uczeń Jezusa: jest u stóp krzyża i jest też w porannym świetle zmartwychwstania. Jej postać przypomina, jak wielka jest siła Bożej miłości i jak piękny jest ten, kto tej miłości się poddaje. Św. Augustyn nazwał ją nawet „apostołką apostołów”. Rozpoznaje Jezusa i biegnie do apostołów, powiedzieć im o radości, która jest w jej sercu.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że Maria Magdalena obecna jest w trzech kluczowych momentach Paschy Jezusa, Jego drogi ze śmierci do życia. Jest przy śmierci, przy pogrzebie i przy pustym grobie.
Ewangelista Jan ukazuje właśnie Marię Magdalenę jako pierwszego świadka pustego grobu, a więc świadka Zmartwychwstania. To trochę zaskakujące, ponieważ w tamtych czasach zdanie kobiet nie było brane pod uwagę, a świadectwo złożone przez kobietę, nie miało nigdy ważności prawnej. może nieco zaskakiwać, Jednak Ewangeliści podkreślają, że to właśnie kobiety były tymi, które pierwsze zauważyły fakt pustego grobu. Właśnie świadectwo kobiet stało się „kamieniem węgielnym” wiary paschalnej.
Patrząc na Zmartwychwstałego, Maria Magdalena nie rozpoznała Go. Pomyślała: „To ogrodnik”. Można by zapytać, czy to przypadek? Oczywiście nie! Ewangelia Jana pełna jest symboliki. Również w tej scenie ją odnajdujemy. Maria Magdalena spotyka Jezusa w ogrodzie. Jezus ukazuje się po swym zmartwychwstaniu jako ogrodnik, co ojcowie Kościoła komentują i interpretują, mówiąc, że Jezus jest ogrodnikiem, który oschłą i pozbawioną życia duszę chce zamienić w kwitnący ogród.
Życie bez Boga jest pustynią – szarą, smutną, bez wody i bez życia. Pustynią, na której nikt nie słyszy wołania człowieka. Życie bez Boga jest pustynią, na której doskwierać może samotność.
Symbol ogrodu znany jest ze Starego Testamentu. Dlatego na początku tej medytacji przywołałem opis wygnania z Raju. Po grzechu pierwszych rodziców, Bóg wypędził ich z ogrodu Eden, a przy jego bramach postawił na straży aniołów, którzy z mieczami strzegli dostępu do raju.
O wschodzie słońca, w niedzielę zmartwychwstania aniołowie porzucili swoje miecze!
Wskazują na pusty grób Jezusa i obwieszczają, że bramy raju na nowo się otwierają. Dzięki Jezusowi, możemy wrócić do Raju, na nowo być przy drzewie Życia.
Maria nie rozpoznała Jezusa. Myślała że to ogrodnik. Była zagubiona, smutna, zapłakana. Droga Marii Magdaleny prowadzi od zagubienia do radości paschalnej!
Maria rozpoznaje Mistrza dopiero, kiedy słyszy swoje imię.
Maria wyobraża każdego z nas. Tak jak ona, biegamy czasami na oślep we wszystkich kierunkach, chwytamy się różnych spraw, szukamy, latamy, załatwiamy. Ale w każdym z nas jest wtedy takie poczucie pustki. Jezus jest przy nas. Czasem nie rozpoznany. Wzięty za ogrodnika. Dlatego dobrze, gdy będziemy, jak Maria Magdalena, wypatrywać Jezusa. Ona go nie rozpoznała, ale On ją odnalazł i zawołał po imieniu!
Podobnie każdy z nas pragnie być odnalezionym i wezwanym po imieniu. W opowiadaniu Księgi Rodzaju Bóg zwraca się do człowieka: Adamie, gdzie jesteś? W starożytnym świecie żydowskim dobór imienia był niezwykle istotny. Wierzono, że imię wpływa na los człowieka, w pewien sposób determinuje jego przeznaczenie. Jezus zwraca się do Marii Magdaleny po imieniu, i wtedy Maria poznaje Go. Tak też i do nas Jezus przychodzi, i do każdego z nas mówi po imieniu. Do każdego indywidualnie. Jezus przemawia do serca. Do samego wnętrza człowieka! Maria rozpoznaje Go i mówi: Rabbi – to znaczy, Nauczycielu.
Jezus mówi – nie zatrzymuj mnie. Jezus idzie dalej, ogłaszać radość Zmartwychwstania, a Maria Magdalena staje się apostołem. Ma głosić Pana.
Również w tym musimy uczyć się naśladować Marię Magdalenę.
Trwać pod krzyżem, zamieszkać w krzyżu, ale także spotkać żywego Jezusa.
I nie zachowywać Go tylko dla siebie.
Maria Magdalena pokazuje, że ten, kto spotkał Jezusa, nie może milczeć! Musi iść, i głosić Jezusa. Tak zwyczajnie, każdego dnia, i tak uroczyście, całym życiem.
Bądźmy wierni jak Maria Magdalena. Uczmy się miłości z Krzyża. Komu wiele przebaczono, ten powinien bardziej kochać.
A bramy Raju, ogrodu Eden, dzięki Krzyżowi Chrystusa, będą dla nas otwarte.
Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka.
Cisza wielka, bo Król zasnął. Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.
A pochwyciwszy Adama za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.
Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!
Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju. Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz!
Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych!
piątek, 9 marca 2012
Jan - przyjaciel Krzyża
W naszej wielkopostnej medytacji Gorzkich Żali przyglądamy się tym, których w czasie męki spotkał Jezus. Przyjrzeliśmy się postawie ucznia, który odważnie wybiera swoje powołanie, w które wpisany jest krzyż. W zeszłym tygodniu mówiliśmy o Judaszu, uczniu, który zdradził mistrza. Dziś chciałbym skupić się na innym uczniu, który pozostał wierny krzyżowi, który okazał się przyjacielem krzyża.
Święty Jan. Syn Zebedusza.
Jego imię, typowo hebrajskie, oznacza: „Pan dał łaskę”. Naprawiał on sieci na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, gdy Jezus powołał go razem z jego bratem, Jakubem.
Święty Jan nigdy nie zapomniał dnia, w którym poszedł za Chrystusem razem z Jakubem i Andrzejem. Było to nad brzegiem Jordanu, gdzie usłyszał zaproszenie Mistrza: «chodźcie, a zobaczycie». Poszli i zobaczyli gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.
Jan należał do ścisłej grupy, którą Jezus zabierał ze sobą. Piotr, Jakub i Jan....
Jest razem z Piotrem i Jakubem, gdy Jezus w Kafarnaum wchodzi do domu Piotra, aby uzdrowić jego teściową (por. Mk 1, 29–31);
Jan z dwoma innymi idzie za Mistrzem do domu przełożonego synagogi Jaira, którego córka zostanie przywrócona do życia (por. Mk 5, 37–42);
idzie za Jezusem, gdy wstępuje On na górę, gdzie ma byċ przemieniony (por. Mk 9, 2);
jest blisko Niego w ogrodzie Getsemani, gdy odchodzi, aby samotnie modlić się do Ojca przed Męką (por. Mk 14, 33).
Kiedy zbliżała się Pascha, dzień krzyża Chrystusa, przy Jezusie zostali tylko najbliżsi.
Wokół Mistrza gęstnieje atmosfera.
Nie ma już tłumów, nie ma tych, którzy kilka dni wcześniej wiwatowali, krzycząc hosanna.
Nikt nie prosi o uzdrowienie, o chleb.
Judasz opuszcza Wieczernik, opuszcza Źródło; wychodzi w noc.
Pozwala się ogarnąć ciemności, decyduje pogrążając się w śmierci.
Odtąd będzie raną wywołaną pocałunkiem, raną na przyjaźni, na zaufaniu.
Przychodzi czas, że nawet apostołowie opuszczają Nauczyciela.
Piotra też nie będzie pod krzyżem.
I choć zapewnia, że odda życie, to za chwilę pianie koguta boleśnie zweryfikuje tę deklaracje. Jednakże spośród przestraszonych apostołów, Jan odnalazł się pierwszy i on jeden poszedł za umiłowanym Mistrzem aż pod krzyż.
Nie zważał przy tym na groźby Żydów, na przerażający widok cierpiącego Zbawiciela na krzyżu.
Nie mógł Go opuścić.
Ten ostatni czyn miłości jest wspaniałym świadectwem jego wierności.
Jezus pragnie, by każdy z nas stał się Jego uczniem, tym, który przeżywa osobistą przyjaźń z Nim. Aby to zrealizować, nie wystarczy iść za Nim i słuchać Go tylko zewnętrznie; trzeba również żyć z Nim i żyć tak jak On.
Jest to możliwe tylko w kontekście relacji wielkiej zażyłości rodzinnej, przepełnionej ciepłem całkowitego zaufania. Jest to relacja, jaka zachodzi między przyjaciółmi; dlatego Jezus powiedział pewnego dnia: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (…) Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”
Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jan leży na piersi Mistrza, słucha nie tylko Jego słów, ale i serca.
Słucha serca Jezusa, widzi tyle znaków Jego miłości.
To doświadczenie będzie dla niego najważniejsze.
Kiedy apostołowie kilka dni po zmartwychwstaniu zobaczą kogoś na brzegu Jan rozpozna Nauczyciela. On bowiem nie słyszy tylko uszami i nie patrzy tylko oczyma.
Uczeń, którego Jezus miłował, rozpozna jako pierwszy Zmartwychwstałego Pana, i wskaże Go Piotrowi.
Kiedy po wielu latach będzie stary i kiedy nie będzie już wiele pamiętał. Będzie powtarzał tylko jedno. To jedno zdanie, które zapisał w swoim liście, jako wynik słuchania serca Boga.
Będzie powtarzał: „Bóg jest Miłością“, kochajcie się.
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,33-35)
Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19,25-27)
Jezus - znak, któremu sprzeciwiać się będą...
W opisywanej przez Jana scenie ukrzyżowania, pod krzyżem Pana, można dostrzec tylko kilka osób.
W tym miejscu po raz kolejny okazuje się, że nie jest łatwo stanąć przy Człowieku, który jest znakiem sprzeciwu.
Aby zdobyć się na taki krok, nie wystarczy jedynie odwaga.
Konieczne jest przede wszystkim głębokie wejrzenie w Słowo Boże,
objawiające w pełni znaczenie ofiary krzyżowej.
W dodatku, aby właściwie odczytać Boży plan, nie wystarczy jedynie czytać Jego Słowo, ale „nosić je w sobie”, rozważać, rozpamiętywać w swoim sercu, dokładnie tak, jak czyniła to Maryja.
Patrząc na otoczenie umierającego na krzyżu Jezusa, można by powiedzieć,
że brakuje tam wielu ludzi.
Przede wszystkim, oprócz opisującego tę scenę Jana, nie ma pod krzyżem innych apostołów,
którzy byli przecież przez lata kształtowani w Bożej szkole,
wiedzieli kim jest Jezus i mogli na własne oczy oglądać niezliczone cuda, które uczynił.
Być może na Golgocie brakuje również tych wszystkich,
którzy przez całe lata działalności Jezusa byli przez Niego uzdrawiani czy uwalniani z mocy demonów
Ale wydaje mi się również, że pod tym krzyżem brakuje często... mnie i Ciebie.
Czy dla Ciebie krzyż jest również znakiem któremu się sprzeciwiasz?
Czy jesteś przy Jezusie jedynie w chwilach pomyślnych dla Ciebie,
a opuszczasz Go w chwili próby?
A może zdecydujesz się jednak przyjść pod krzyż?
Obok Maryi, Matki Jezusa, jej siostry Marii, żony Kleofasa,
Marii Magdaleny oraz Apostoła Jana,
znajdziesz tam niewątpliwie miejsce dla siebie.
Jest to miejsce ważne i istotne, ponieważ może pomóc każdemu z nas odpowiedzieć na wiele pytań, na które nikt inny nie potrafi udzielić odpowiedzi.
Ta odpowiedź płynie bowiem tylko z Krzyża Jezusa.
Dlatego nie bój się Krzyża.
Nie bój się zamieszkać w Krzyżu.
Tam znajdziesz odpowiedź.
Panie, pomoże nam wejść do szkoły św. Jana,
abyśmy mogli nauczyć się wielkiej lekcji miłości, byśmy czuli się kochanymi przez Ciebie, kochanymi „aż do końca” (J 13, 1) i byśmy spalali się w naszym życiu dla Ciebie...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)