piątek, 9 marca 2012

Jan - przyjaciel Krzyża


W naszej wielkopostnej medytacji Gorzkich Żali przyglądamy się tym, których w czasie męki spotkał Jezus. Przyjrzeliśmy się postawie ucznia, który odważnie wybiera swoje powołanie, w które wpisany jest krzyż. W zeszłym tygodniu mówiliśmy o Judaszu, uczniu, który zdradził mistrza. Dziś chciałbym skupić się na innym uczniu, który pozostał wierny krzyżowi, który okazał się przyjacielem krzyża.
Święty Jan.  Syn Zebedusza.

Jego imię, typowo hebrajskie, oznacza: „Pan dał łaskę”. Naprawiał on sieci na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, gdy Jezus powołał go razem z jego bratem, Jakubem.
Święty Jan nigdy nie zapomniał dnia, w którym poszedł za Chrystusem razem z Jakubem i Andrzejem. Było to nad brzegiem Jordanu, gdzie usły­szał zaproszenie Mistrza: «chodźcie, a zobaczycie». Poszli i zobaczyli gdzie mie­szka, i tego dnia pozostali u Niego.
Jan należał do ścisłej grupy, którą Jezus zabierał ze sobą. Piotr, Jakub i Jan....
Jest razem z Piotrem i Jakubem, gdy Jezus w Kafarnaum wchodzi do domu Pio­tra, aby uzdrowić jego teściową (por. Mk 1, 29–31);
Jan z dwoma innymi idzie za Mistrzem do domu przełożonego synagogi Jaira, którego córka zostanie przywrócona do życia (por. Mk 5, 37–42);
idzie za Jezusem, gdy wstępuje On na górę, gdzie ma byċ przemie­niony (por. Mk 9, 2);
jest blisko Niego w ogrodzie Getsemani, gdy odchodzi, aby samotnie modlić się do Ojca przed Męką (por. Mk 14, 33).
Kiedy zbliżała się Pascha, dzień krzyża Chrystusa, przy Jezusie zostali tylko najbliżsi.
Wokół Mistrza gęst­nieje atmos­fera.
Nie ma już tłu­mów, nie ma tych, którzy kilka dni wcześniej wiwatowali, krzycząc hosanna.
Nikt nie prosi o uzdro­wie­nie, o chleb.
Judasz opusz­cza Wie­czer­nik, opusz­cza Źródło; wycho­dzi w noc.
Pozwala się ogar­nąć ciem­no­ści, decy­duje pogrą­ża­jąc się w śmierci.
Odtąd będzie raną wywo­łaną poca­łun­kiem, raną na przy­jaźni, na zaufa­niu.
Przychodzi czas, że nawet apo­sto­ło­wie opusz­czają Nauczy­ciela.
Pio­tra też nie będzie pod krzy­żem.
I choć zapew­nia, że odda życie, to za chwilę pia­nie koguta bole­śnie zwe­ry­fi­kuje tę dekla­ra­cje. Jednakże spośród przestraszonych apostołów, Jan odnalazł się pierwszy i on je­den poszedł za umiłowanym Mistrzem aż pod krzyż.
Nie zważał przy tym na groźby Żydów, na przerażający widok cierpiącego Zbawiciela na krzyżu.
Nie mógł Go opuścić.
Ten ostatni czyn miłości jest wspaniałym świadectwem jego wierności.

Jezus pragnie, by każdy z nas stał się Jego uczniem, tym, który przeżywa osobistą przyjaźń z Nim. Aby to zrealizować, nie wy­starczy iść za Nim i słuchać Go tylko zewnętrznie; trzeba również żyć z Nim i żyć tak jak On.
Jest to możliwe tylko w kontekście relacji wielkiej zażyłości rodzinnej, przepełnio­nej ciepłem całkowitego zaufania. Jest to relacja, jaka zachodzi między przyjaciółmi; dlatego Jezus powiedział pewnego dnia: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (…) Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego

Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jan leży na piersi Mistrza, słu­cha nie tylko Jego słów, ale i serca.
Słucha serca Jezusa, widzi tyle znaków Jego miłości.
To doświad­cze­nie będzie dla niego naj­waż­niej­sze.
Kiedy apo­sto­ło­wie kilka dni po zmartwychwstaniu zoba­czą kogoś na brzegu Jan roz­po­zna Nauczyciela. On bowiem nie sły­szy tylko uszami i nie patrzy tylko oczyma.

Uczeń, którego Jezus miłował, rozpozna jako pierwszy Zmartwychwstałego Pana, i wskaże Go Piotrowi.
Kiedy po wielu latach będzie stary i kiedy nie będzie już wiele pamię­tał. Będzie powta­rzał tylko jedno. To jedno zda­nie, które zapi­sał w swoim liście, jako wynik słu­cha­nia serca Boga.
Będzie powta­rzał: „Bóg jest Miło­ścią“, kochaj­cie się.

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,33-35)

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19,25-27)


Jezus - znak, któremu sprzeciwiać się będą...

W opisywanej przez Jana scenie ukrzyżowania, pod krzyżem Pana, można dostrzec tylko kilka osób.
W tym miejscu po raz kolejny okazuje się, że nie jest łatwo stanąć przy Człowieku, który jest znakiem sprzeciwu.
Aby zdobyć się na taki krok, nie wystarczy jedynie odwaga.
Konieczne jest przede wszystkim głębokie wejrzenie w Słowo Boże,
objawiające w pełni znaczenie ofiary krzyżowej.
W dodatku, aby właściwie odczytać Boży plan, nie wystarczy jedynie czytać Jego Słowo, ale „nosić je w sobie”, rozważać, rozpamiętywać w swoim sercu, dokładnie tak, jak czyniła to Maryja.

Patrząc na otoczenie umierającego na krzyżu Jezusa, można by powiedzieć,
 że brakuje tam wielu ludzi.
Przede wszystkim, oprócz opisującego tę scenę Jana, nie ma pod krzyżem innych apostołów,
którzy byli przecież przez lata kształtowani w Bożej szkole,
wiedzieli kim jest Jezus i mogli na własne oczy oglądać niezliczone cuda, które uczynił.

Być może na Golgocie brakuje również tych wszystkich,
którzy przez całe lata działalności Jezusa byli przez Niego uzdrawiani czy uwalniani z mocy demonów

Ale wydaje mi się również, że pod tym krzyżem brakuje często... mnie i Ciebie.

Czy dla Ciebie krzyż jest również znakiem któremu się sprzeciwiasz?
Czy jesteś przy Jezusie jedynie w chwilach pomyślnych dla Ciebie,
a opuszczasz Go w chwili próby?
 A może zdecydujesz się jednak przyjść pod krzyż?

Obok Maryi, Matki Jezusa, jej siostry Marii, żony Kleofasa,
Marii Magdaleny oraz Apostoła Jana,
znajdziesz tam niewątpliwie miejsce dla siebie.

Jest to miejsce ważne i istotne, ponieważ może pomóc każdemu z nas odpowiedzieć na wiele pytań, na które nikt inny nie potrafi udzielić odpowiedzi.
Ta odpowiedź płynie bowiem tylko z Krzyża Jezusa.
Dlatego nie bój się Krzyża.
Nie bój się zamieszkać w Krzyżu.
Tam znajdziesz odpowiedź.

Panie, pomoże nam wejść do szkoły św. Jana,
abyśmy mogli nauczyć się wielkiej lekcji miłości, byśmy czuli się kochanymi przez Ciebie, kochanymi „aż do końca” (J 13, 1) i byśmy spalali się w naszym życiu dla Ciebie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz