piątek, 16 marca 2012

Gorzkie Żale, cz. IV, 18 III 2012, Ofiarowanie Pańskie Maria Magdalena, Miłość silniejsza niż Krzyż



To już czwarte spotkanie na drodze krzyżowej Jezusa. Każdej niedzieli przyglądamy się konkretnej osobie, i jej reakcji na krzyż, jednocześnie szukając w ten sposób swojego miejsca przy krzyżu Jezusa. Cały czas powraca do nas to pytanie, kim ja jestem na drodze krzyżowej Jezusa?
Na początku naszej tej medytacji sięgnijmy do księgi Rodzaju…:
Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.
Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»
On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
«Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Po czym Pan Bóg rzekł: «Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki».
 Dlatego Pan Bóg wydalił człowieka z ogrodu Eden. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia.

W dzisiejszym rozważaniu  chciałbym skupić się na postaci Marii Magdaleny. Pochodziła z Magdali, miejscowości położonej nad Jeziorem Galilejskim. Według tradycji była ona prostytutką, która przeżyła nawrócenie; w samej Ewangelii nie znajdziemy potwierdzenia takiej wersji jej życia!
Ewangeliści piszą, że Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Liczba siedem sugeruje pełnię, dlatego możemy domyślać się, że poziom opanowania przez złego ducha był bardzo duży i musiał powodować wielkie cierpienie. Nie wiemy, jak dokładnie wyglądało jej uzdrowienie. Pewne jest to, że wyzwolenie od złego rozpoczęło nowy etap jej życia. Spotkanie z Jezusem otworzyło przed nią nową drogę. Magdalena towarzyszy odtąd wiernie Jezusowi w czasie Jego działalności, jak apostołowie jest świadkiem Jego cudów.
Więcej nawet! Maria z Magdali jest przy Jezusie, gdy inni zawiedli. Kiedy zabrakło Piotra i innych Apostołów, ona nie uciekła. Magdalena jest świadkiem ukrzyżowania i śmierci Mistrza, zdjęcia Go z krzyża i pogrzebu.
A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.
Wiernie trwała przy krzyżu, bo na nim wisiał Mistrz. Pan.
Jest taka scena w Ewangelii Łukasza, w której Maria Magdalena obmywa nogi Jezusowi. A On odpuszcza jej grzechy.
Mówi wtedy: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje».  Więcej miłuje zatem ten, komu więcej się odpuszcza…
Więcej miłowała Maria Magdalena, dlatego nie bała się krzyża, reakcji Żydów, żołnierzy. Ona po prostu musiała tam być! Co więcej, wróciła jeszcze do grobu…
Posłuchajmy fragmentu Ewangelii Jana:
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu.
Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.  I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"».
Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana».

Maria jest tam, gdzie być powinien każdy uczeń Jezusa: jest u stóp krzyża i jest też w porannym świetle zmartwychwstania. Jej postać przypomina, jak wielka jest siła Bożej miłości i jak piękny jest ten, kto tej miłości się poddaje. Św. Augustyn nazwał ją nawet „apostołką apostołów”. Rozpoznaje Jezusa i biegnie do apostołów, powiedzieć im o radości, która jest w jej sercu.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że Maria Magdalena obecna jest w trzech kluczowych momentach Paschy Jezusa, Jego drogi ze śmierci do życia. Jest przy śmierci, przy pogrzebie i przy pustym grobie.
Ewangelista Jan ukazuje właśnie Marię Magdalenę jako pierwszego świadka pustego grobu, a więc świadka Zmartwychwstania. To trochę zaskakujące, ponieważ w tamtych czasach zdanie kobiet nie było brane pod uwagę, a świadectwo złożone przez kobietę, nie miało nigdy ważności prawnej. może nieco zaskakiwać, Jednak Ewangeliści podkreślają, że to właśnie kobiety były tymi, które pierwsze zauważyły fakt pustego grobu. Właśnie świadectwo kobiet stało się „kamieniem węgielnym” wiary paschalnej.
Patrząc na Zmartwychwstałego, Maria Magdalena nie rozpoznała Go. Pomyślała: „To ogrodnik”. Można by zapytać, czy to przypadek? Oczywiście nie! Ewangelia Jana pełna jest symboliki. Również w tej scenie ją odnajdujemy. Maria Magdalena spotyka Jezusa w ogrodzie. Jezus ukazuje się po swym zmartwychwstaniu jako ogrodnik, co ojcowie Kościoła komentują i interpretują, mówiąc, że Jezus jest ogrodnikiem, który oschłą i pozbawioną życia duszę chce zamienić w kwitnący ogród.
Życie bez Boga jest pustynią – szarą, smutną, bez wody i bez życia. Pustynią, na której nikt nie słyszy wołania człowieka. Życie bez Boga jest pustynią, na której doskwierać może samotność.
Symbol ogrodu znany jest ze Starego Testamentu. Dlatego na początku tej medytacji przywołałem opis wygnania z Raju. Po grzechu pierwszych rodziców, Bóg wypędził ich z ogrodu Eden, a przy jego bramach postawił na straży aniołów, którzy z mieczami strzegli dostępu do raju.
O wschodzie słońca, w niedzielę zmartwychwstania aniołowie porzucili swoje miecze!
Wskazują na pusty grób Jezusa i obwieszczają, że bramy raju na nowo się otwierają. Dzięki Jezusowi, możemy wrócić do Raju, na nowo być przy drzewie Życia.
Maria nie rozpoznała Jezusa. Myślała że to ogrodnik. Była zagubiona, smutna, zapłakana. Droga Marii Magdaleny prowadzi od zagubienia do radości paschalnej!
Maria rozpoznaje Mistrza dopiero, kiedy słyszy swoje imię.
Maria wyobraża każdego z nas. Tak jak ona, biegamy czasami na oślep we wszystkich kierunkach, chwytamy się różnych spraw, szukamy, latamy, załatwiamy. Ale w każdym z nas jest wtedy takie poczucie pustki. Jezus jest przy nas. Czasem nie rozpoznany. Wzięty za ogrodnika. Dlatego dobrze, gdy będziemy, jak Maria Magdalena, wypatrywać Jezusa. Ona go nie rozpoznała, ale On ją odnalazł i zawołał po imieniu!
Podobnie każdy z nas pragnie być odnalezionym i wezwanym po imieniu. W opowiadaniu Księgi Rodzaju Bóg zwraca się do człowieka: Adamie, gdzie jesteś? W starożytnym świecie żydowskim dobór imienia był niezwykle istotny. Wierzono, że imię wpływa na los człowieka, w pewien sposób determinuje jego przeznaczenie. Jezus zwraca się do Marii Magdaleny po imieniu, i wtedy Maria poznaje Go. Tak też i do nas Jezus przychodzi, i do każdego z nas mówi po imieniu. Do każdego indywidualnie. Jezus przemawia do serca. Do samego wnętrza człowieka! Maria rozpoznaje Go i mówi: Rabbi – to znaczy, Nauczycielu.
Jezus mówi – nie zatrzymuj mnie. Jezus idzie dalej, ogłaszać radość Zmartwychwstania, a Maria Magdalena staje się apostołem. Ma głosić Pana.
Również w tym musimy uczyć się naśladować Marię Magdalenę.
Trwać pod krzyżem, zamieszkać w krzyżu, ale także spotkać żywego Jezusa.
I nie zachowywać Go tylko dla siebie.
Maria Magdalena pokazuje, że ten, kto spotkał Jezusa, nie może milczeć! Musi iść, i głosić Jezusa. Tak zwyczajnie, każdego dnia, i tak uroczyście, całym życiem.
Bądźmy wierni jak Maria Magdalena. Uczmy się miłości z Krzyża. Komu wiele przebaczono, ten powinien bardziej kochać.
A bramy Raju, ogrodu Eden, dzięki Krzyżowi Chrystusa, będą dla nas otwarte.

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka.
Cisza wielka, bo Król zasnął. Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.
A pochwyciwszy Adama za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.
Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!
Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju. Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz!
Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych!

piątek, 9 marca 2012

Jan - przyjaciel Krzyża


W naszej wielkopostnej medytacji Gorzkich Żali przyglądamy się tym, których w czasie męki spotkał Jezus. Przyjrzeliśmy się postawie ucznia, który odważnie wybiera swoje powołanie, w które wpisany jest krzyż. W zeszłym tygodniu mówiliśmy o Judaszu, uczniu, który zdradził mistrza. Dziś chciałbym skupić się na innym uczniu, który pozostał wierny krzyżowi, który okazał się przyjacielem krzyża.
Święty Jan.  Syn Zebedusza.

Jego imię, typowo hebrajskie, oznacza: „Pan dał łaskę”. Naprawiał on sieci na brzegu Jeziora Tyberiadzkiego, gdy Jezus powołał go razem z jego bratem, Jakubem.
Święty Jan nigdy nie zapomniał dnia, w którym poszedł za Chrystusem razem z Jakubem i Andrzejem. Było to nad brzegiem Jordanu, gdzie usły­szał zaproszenie Mistrza: «chodźcie, a zobaczycie». Poszli i zobaczyli gdzie mie­szka, i tego dnia pozostali u Niego.
Jan należał do ścisłej grupy, którą Jezus zabierał ze sobą. Piotr, Jakub i Jan....
Jest razem z Piotrem i Jakubem, gdy Jezus w Kafarnaum wchodzi do domu Pio­tra, aby uzdrowić jego teściową (por. Mk 1, 29–31);
Jan z dwoma innymi idzie za Mistrzem do domu przełożonego synagogi Jaira, którego córka zostanie przywrócona do życia (por. Mk 5, 37–42);
idzie za Jezusem, gdy wstępuje On na górę, gdzie ma byċ przemie­niony (por. Mk 9, 2);
jest blisko Niego w ogrodzie Getsemani, gdy odchodzi, aby samotnie modlić się do Ojca przed Męką (por. Mk 14, 33).
Kiedy zbliżała się Pascha, dzień krzyża Chrystusa, przy Jezusie zostali tylko najbliżsi.
Wokół Mistrza gęst­nieje atmos­fera.
Nie ma już tłu­mów, nie ma tych, którzy kilka dni wcześniej wiwatowali, krzycząc hosanna.
Nikt nie prosi o uzdro­wie­nie, o chleb.
Judasz opusz­cza Wie­czer­nik, opusz­cza Źródło; wycho­dzi w noc.
Pozwala się ogar­nąć ciem­no­ści, decy­duje pogrą­ża­jąc się w śmierci.
Odtąd będzie raną wywo­łaną poca­łun­kiem, raną na przy­jaźni, na zaufa­niu.
Przychodzi czas, że nawet apo­sto­ło­wie opusz­czają Nauczy­ciela.
Pio­tra też nie będzie pod krzy­żem.
I choć zapew­nia, że odda życie, to za chwilę pia­nie koguta bole­śnie zwe­ry­fi­kuje tę dekla­ra­cje. Jednakże spośród przestraszonych apostołów, Jan odnalazł się pierwszy i on je­den poszedł za umiłowanym Mistrzem aż pod krzyż.
Nie zważał przy tym na groźby Żydów, na przerażający widok cierpiącego Zbawiciela na krzyżu.
Nie mógł Go opuścić.
Ten ostatni czyn miłości jest wspaniałym świadectwem jego wierności.

Jezus pragnie, by każdy z nas stał się Jego uczniem, tym, który przeżywa osobistą przyjaźń z Nim. Aby to zrealizować, nie wy­starczy iść za Nim i słuchać Go tylko zewnętrznie; trzeba również żyć z Nim i żyć tak jak On.
Jest to możliwe tylko w kontekście relacji wielkiej zażyłości rodzinnej, przepełnio­nej ciepłem całkowitego zaufania. Jest to relacja, jaka zachodzi między przyjaciółmi; dlatego Jezus powiedział pewnego dnia: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (…) Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego

Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. Jan leży na piersi Mistrza, słu­cha nie tylko Jego słów, ale i serca.
Słucha serca Jezusa, widzi tyle znaków Jego miłości.
To doświad­cze­nie będzie dla niego naj­waż­niej­sze.
Kiedy apo­sto­ło­wie kilka dni po zmartwychwstaniu zoba­czą kogoś na brzegu Jan roz­po­zna Nauczyciela. On bowiem nie sły­szy tylko uszami i nie patrzy tylko oczyma.

Uczeń, którego Jezus miłował, rozpozna jako pierwszy Zmartwychwstałego Pana, i wskaże Go Piotrowi.
Kiedy po wielu latach będzie stary i kiedy nie będzie już wiele pamię­tał. Będzie powta­rzał tylko jedno. To jedno zda­nie, które zapi­sał w swoim liście, jako wynik słu­cha­nia serca Boga.
Będzie powta­rzał: „Bóg jest Miło­ścią“, kochaj­cie się.

A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,33-35)

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19,25-27)


Jezus - znak, któremu sprzeciwiać się będą...

W opisywanej przez Jana scenie ukrzyżowania, pod krzyżem Pana, można dostrzec tylko kilka osób.
W tym miejscu po raz kolejny okazuje się, że nie jest łatwo stanąć przy Człowieku, który jest znakiem sprzeciwu.
Aby zdobyć się na taki krok, nie wystarczy jedynie odwaga.
Konieczne jest przede wszystkim głębokie wejrzenie w Słowo Boże,
objawiające w pełni znaczenie ofiary krzyżowej.
W dodatku, aby właściwie odczytać Boży plan, nie wystarczy jedynie czytać Jego Słowo, ale „nosić je w sobie”, rozważać, rozpamiętywać w swoim sercu, dokładnie tak, jak czyniła to Maryja.

Patrząc na otoczenie umierającego na krzyżu Jezusa, można by powiedzieć,
 że brakuje tam wielu ludzi.
Przede wszystkim, oprócz opisującego tę scenę Jana, nie ma pod krzyżem innych apostołów,
którzy byli przecież przez lata kształtowani w Bożej szkole,
wiedzieli kim jest Jezus i mogli na własne oczy oglądać niezliczone cuda, które uczynił.

Być może na Golgocie brakuje również tych wszystkich,
którzy przez całe lata działalności Jezusa byli przez Niego uzdrawiani czy uwalniani z mocy demonów

Ale wydaje mi się również, że pod tym krzyżem brakuje często... mnie i Ciebie.

Czy dla Ciebie krzyż jest również znakiem któremu się sprzeciwiasz?
Czy jesteś przy Jezusie jedynie w chwilach pomyślnych dla Ciebie,
a opuszczasz Go w chwili próby?
 A może zdecydujesz się jednak przyjść pod krzyż?

Obok Maryi, Matki Jezusa, jej siostry Marii, żony Kleofasa,
Marii Magdaleny oraz Apostoła Jana,
znajdziesz tam niewątpliwie miejsce dla siebie.

Jest to miejsce ważne i istotne, ponieważ może pomóc każdemu z nas odpowiedzieć na wiele pytań, na które nikt inny nie potrafi udzielić odpowiedzi.
Ta odpowiedź płynie bowiem tylko z Krzyża Jezusa.
Dlatego nie bój się Krzyża.
Nie bój się zamieszkać w Krzyżu.
Tam znajdziesz odpowiedź.

Panie, pomoże nam wejść do szkoły św. Jana,
abyśmy mogli nauczyć się wielkiej lekcji miłości, byśmy czuli się kochanymi przez Ciebie, kochanymi „aż do końca” (J 13, 1) i byśmy spalali się w naszym życiu dla Ciebie...

sobota, 3 marca 2012

gorzkie żale, część II - Ofiarowanie Pańskie, 4.03.2012


Gdy Jezus powoływał swoich uczniów, mówił do każdego z nich: Pójdź za mną! W zeszłym tygodniu rozważaliśmy powołanie Piotra, jego zaparcie się. W tym wyjątkowym powołaniu odkryliśmy także wezwanie Jezusa skierowane do każdego z nas.
Pójdź za mną.
Te słowa usłyszał też Judasz, rybak z Galilei.
Usłyszał, i zostawił wszystko, by iść za Jezusem.
Nie wiedział, dokąd ta droga doprowadzi, nie znał dobrze Jezusa, ale zostawił całe dotychczasowe życie, i wyruszył. Za Chrystusem, w którym odnalazł sens. Który stał się jego mistrzem… Przynajmniej na trzy lata.
W dzisiejszej medytacji chciałbym skupić się właśnie na osobie Judasza, ucznia, któremu zabrakło łez żalu za grzech zdrady samego Jezusa.
Po trzech latach wspólnego wędrowania spotykają się. Mistrz i uczeń. Judasz pospiesznie zbliża się do Jezusa, i całuje Go (por. Mt 26, 49). Jest ciemno, wokół nich ogród oliwny, drzewa, krzewy, noc… i rzesze straży, pochodnie, miecze, krzyki. Do Jezusa zbliża się Judasz. Za nim żołnierze… Jezus patrzy na nich wzrokiem pełnym smutku.
Jezusowi pewnie stanęło przed oczami pierwsze spotkanie z Judaszem. Wtedy, gdy się poznali, Judasz był jeszcze człowiekiem czystego serca. Idąc za Jezusem słuchał uważnie Jego słów, widział cuda, które Jezus działał. Widział jak chromi odzyskiwali władzę w nogach, jak niewidomym otwierały się oczy, jak Łazarz wyszedł z grobu. Trzy lata był w szkole Jezusa. Trzy lata żył w świetle miłości Bożej.
A teraz, w ogrodzie oliwnym, spotykają się po raz ostatni. Jezus i Judasz.

Co chce­cie mi dać, a wydam Go wam.“ Judasz przychodzi do uczonych żydowskich... Ewangelista pisze: „A była noc“. Według św. Augustyna to właśnie o Judaszu i uczonych mówi prorocko psalmista: noc nocy przekazuje wiadomość… Nie była to tylko noc w sensie pory dnia. To była noc w sercu Judasza. Ciemność duszy. On trwał w śmierci. Maka­bryczne pyta­nie Juda­sza nic nie stra­ciło dziś na aktu­al­no­ści. Co chcecie mi dać a wam go wydam…
Ile będę mieć wol­nego czasu jeśli zre­zy­gnuje z nie­dziel­nej Mszy?
Ile zaro­bię jeśli ominę prawo boskie i ludz­kie?
Ile mieć będę waszej akcep­ta­cji jeśli będę taki jak wy?
Ile przy­chyl­no­ści sobie zaskar­bię jeśli nie zosta­wię suchej nitki na moich zna­jo­mych? 
Co chce­cie mi dać jeśli pozbędę się Jezusa z mojego życia?
Co otrzy­mam jeśli zdra­dzę żonę, męża?
Co chce­cie mi dać, a wydam Go wam…
Wyzna­czyli mu 30 srebr­ni­ków… Była to cena zapłaty za nie­wol­nika…
Niewiele, marne pieniądze.
Tak Bóg stał się nie­wol­ni­kiem ludz­kich wybo­rów.

Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: «Śpicie jeszcze i odpoczywacie?
A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników.
Wstańcie, chodźmy! Oto blisko jest mój zdrajca».
Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu,
a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami, od arcykapłanów i starszych ludu.
Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!».
Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go.
A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?»
Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.

Dwie wypowiedzi… krótki dialog… Jakbyśmy nie znali kontekstu, nie znali całej tragedii ogrodu oliwnego, to można by pomyśleć – że to normalne spotkanie…
Przychodzi Judasz do Jezusa. Mówi do niego – Rabbi, witaj.
Rabbi – czyli nauczycielu, mistrzu. Udaje w ten sposób przywiązanie, szacunek.
Pomyślmy jak bardzo ta obłuda ucznia musiała zaboleć Jezusa…
On wiedział dobrze, że Judasz zdradził. Wiedział, że w tych słowach „witaj Rabbi”, nie ma ani trochę miłości…
Judasz pocałował Jezusa. Pocałunek był przyjętą formą pozdrowienia ucznia wobec mistrza…. Pocałunek Judasza to jednak coś odrażającego, straszliwa i smutna chwila.
Ten pocałunek pozostał na wieki symbolem najpodlejszej zdrady…
Jezus nie odrzuca od siebie Judasza. Przyjmuje jego pocałunek, co więcej, nawet w tym geście przekazuje przesłanie miłości…
Jezus odpowiada na pozdrowienia Judasza łagodnym, pełnym dobroci i ciepła pytaniem: Przyjacielu, po coś przyszedł?
Wcześniej, w Ewangelii Jezus mówił do swoich uczniów, a więc między innymi do Piotra, ale i do Judasza… - już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam to, co usłyszałem od mojego Ojca.
Jezus dotrzymuje słowa… Nawet w scenie zdrady, mówi do Judasza – Przyjacielu. Jakby dając ostatnią szansę poprawy, przemiany…
Judasz tego nie wykorzystuje…
Kiedy na krzyżu Jezus będzie modlił się: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią… nie będzie modlił się za Judasza. Bo Judasz dobrze wiedział, co robi, działał z pełną świadomością i wolną wolą.
Na drodze krzyżowej spotykamy różnych ludzi… Spotykamy też siebie nawzajem… dziś przyglądamy się Judaszowi, powinniśmy zatem zastanowić się, czy w historii Judasza, w wyborach Judasza, nie jesteśmy czasem do niego podobni…
Każde nasze odejście od Boga, ucieczka w grzech, jest odejściem w ciemność… Jest świadomym odrzuceniem miłości Boga…
Pismo święte mówi, że Judasz po zdradzie się opamiętał i poszedł do arcykapłanów, aby oddać pieniądze. Pewnie liczył na to, że uda mu się jakoś pomóc Jezusowi, że uda się Go uwolnić.
Ale arcykapłani nie chcieli już wtedy rozmawiać z Judaszem, bo już nie był im potrzebny. Został sam ze swoją winą. Podobnie postępuje z nami zły duch, który kusząc obiecuje jakieś złote góry, wielką przygodę, sukces, powodzenie… a gdy doprowadzi do upadku odwraca się i mówi podobnie jak arcykapłani do Judasza: to Twoja sprawa.
Czasami to działanie złego jest jeszcze bardziej perfidne, bo po upadku zaczyna nas oskarżać o to, do czego sam przed chwilą nakłaniał. Zapewne nie raz możemy się znaleźć w sytuacji podobnej do Judasza. Nie raz zdradzamy Jezusa, sprzedajemy go za trzydzieści srebrników chwilowej przyjemności, jakiejś iluzji w którą wprowadza nas zły duch czy nasza ludzka słabość. I wtedy zostajemy sami.
W podobnej sytuacji znalazł się też inny uczeń pański- święty Piotr, który w zamian za poczucie bezpieczeństwa trzy razy wyparł się Jezusa. Jaka jest jednak różnica pomiędzy Piotrem a Judaszem? Piotr umiał przyznać się do błędu. Judasz do końca chciał załatwić sprawę swoimi siłami.
Kiedy Piotr zdradził i uświadomił sobie swoją zdradę, zapłakał.
Jeżeli dorosły mężczyzna płacze, to jest to widok poruszający. To znaczy, że już nie ma sił, że sobie do końca nie radzi. Te łzy Piotra były przyznaniem się, że potrzebuje on pomocy z zewnątrz, że potrzebuje pomocy Boga, Jego przebaczenia.

Prośmy, abyśmy w chwilach, kiedy uświadamiamy sobie swoje porażki umieli stawać przed Bogiem w szczerości i prosić Go o pomoc. Prośmy o to, żebyśmy umieli zapłakać nad swoim życiem tak jak Piotr, kiedy doświadczymy, że już nie możemy poradzić sobie sami. Abyśmy umieli podejść do Jezusa, i zawierzyć się Mu, powierzyć Mu to wszystko, co nie pozwala nam zbliżyć się do Niego.
Wybrać Jezusa, opowiedzieć się za Nim, nie raz, ale każdego dnia… Stajemy wtedy wobec Jego słów: kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mojego powodu, dla mnie, ten je odnajdzie.
Brat Roger z Taize pisze: Ty, który chcesz pójść za Chrystusem, po jakim znaku rozpoznasz, że Go spotkałeś? Rozpoznasz Go, kiedy zmagasz się ze sobą, aby iść za Nim, kiedy jesteś doświadczany aż do strumieni łez wewnętrznych płynących czasami w tobie. Ale cały ten ból nie paraliżuje cię, ale przemienia, aby stać się w tobie źródłem… Tak, idąc za Chrystusem, przygotuj się na doświadczenia, codzienne wierności przez które kształci się i doskonali nasza miłość Chrystusa i Jego krzyża. Tego krzyża, jaki przygotował i dla nas, w naszej codzienności.
Nie bój się wierności Jezusowi. Nie bój się zamieszkać w Krzyżu.


Panie, spraw by myśli moje zawsze były przy Tobie.
W Tobie jest światło, Ty nie zapominasz o mnie.
Ty oddalasz moje ciemności…
Przy Tobie ciemności przestają być ciemne,
a noc jaśnieje jak dzień.