środa, 24 sierpnia 2011

Pielgrzymka

zanim cokolwiek napiszę, trzeba jasno powiedzieć - opuściłem się... ostatni wpis jest z kwietnia, a tu już dziś pawie koniec sierpnia...Cóż. tak jakoś się złożyło, było trochę wyjazdów, sesja, koniec roku... nie mam lepszych argumentów na swoje usprawiedliwienie... postaram się to zmienić:)

a teraz do rzeczy...
niebawem, za kilkadziesiąt godzin rozpoczynam, wraz z 5 najcenniejszymi ludźmi z Seminarium, pielgrzymkę. Nietypowa to będzie pielgrzymka, jednego celu, punktu dojścia, chyba nie ma. Nie będziemy szli szlakiem pielgrzymim, nie będziemy "jechać do" i "wracać z".

Jednocześnie jednak jakiś cel jest naszej wędrówki. Cel - czyli coś, do czego dążymy, na co czekamy, a czasami to nawet nie możemy się już doczekać... Tym celem w naszym wyjeździe jest moim zdaniem wspólnota. Taka pomiędzy nami - uczestnikami.
Jedzie nas 6. Czterech  kleryków z kursu IV i dwóch z VI. Każdy jest jakoś tam trochę inny, indywidualny i niepowtarzalny. Z każdym inaczej się rozmawia, spędza czas. Ale to jest właśnie piękne w tej naszej ekipie - że mimo tego, że zupełnie różni jesteśmy, jakaś więź jedności między nami jest...

Wyjazd do Francji planowaliśmy już od dobrych kilku miesięcy... Plan był z początku prosty - jedziemy na tydzień do Taize i wracamy. Po drodze mieliśmy coś tam zobaczyć. Jeśli zaś chodzi o skład, zupełnie spontanicznie wyszła ta szóstka kleryków... Po prostu, jakoś chyba najwięcej czasu ze sobą spedzamy właśnie my, w Seminairum i nie tylko, więc dość naturalnie to wyszło...
a trasa? z prostej drogi Warszawa - Taize - Warszawa nie zostało praktycznie nic... To znaczy, będziemy w Taize, trasa jednak wygląda mniej więcej tak - Warszawa - Niemcy: Bawaria, sanktuaria, miejsca związane z BenedyktemXVI - Szwajcaria - Francja: Mt Blanc, Grande Chartreuse, La Salette, Tamie, Le Puy, Ars, Lyon, Grenoble, Taize, Vezelay, Citeaux, Orlean, Fontgombault, Solesmes, Paryż, Mt. St. Michel, Reims, Trosly - Belgia: Laveaux Ste Anne, Liege - Niemcy: Paderborn, Msza z Papieżem Benedyktem w Berlinie - Warszawa.

O, taka trasa. Zamiast 2000 km, robimy jaieś 6000.
Najlepsze jest to że te wszystkie miasta i pomysły rodziły się baaardzo spontanicznie - a może jeszcze tu, a może tu...

Zatem niebawem ruszamy. W pielgrzymkę. Pielgrzymkę przez wspólnoty i zakony Francji, ale także pielgrzymkę do wspólnoty, której mamy szukać pośród nas. Pomoże nam w tym wspólna modlitwa, śpiew, dzielenie się Słowem, ale i takie zwyczajne, wspólne życie codzienne...

Potrzeba do tego waszej modlitwy Wtedy na pewno się uda!
Jak wrócimy, to postaram się napisać coś o tym wyjeździe. A tymczasem zamieszczam link do kilku zdjęć z wyjazdu na Bałkany w lipcu 2011:
https://picasaweb.google.com/108987214081724366522/BaKany2011?authuser=0&feat=directlink


poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Zmartwychwstanie w ogrodzie...

Oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł, na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic...


święty Grzegorz z Nyssy widzi w tym obrazie zimy z Pieśni nad Pieśniami obraz duszy człowieka. Zima to czas, w którym nie ma kwiatów, zieleni, jest smutno szaro, zimno. Drzewa bez liści są jak ludzie bez skóry i ciała. Straszna pora. Tak wygląda dusza, w której mieszka grzech. Pierwotnie piękna i młoda, zielona i kwitnąca, w Raju, a później, przez grzech, zamarznięta i brzydka.

Oblubienica śpiewa - oto minęła już zima. Dlaczego? Bo Chrystus przyszedł. Zwyciężył zimę, sprawił że na nowo zakwitła wiosna! (jak Aslan w Opowieściach z Narnii).

Koniec zimy! Chrystus żyje!

ukazał się Marii Magdalenie w ogrodzie.... Oblubieniec w ogrodzie, zupełnie jak w Pieśni nad pieśniami. I mówi do niej - powiedz moim braciom że żyję!

Ona idzie. I głosi. Całym swoim życiem głosi to orędzie Zbawienia...
Też mamy isć, tż mamy głosić Chrystusa, jak MAria Magdalena...

jak to robić??

Chrystus ma inną drogę do każdego człowieka. Jedno jest pewne, musisz Go spotkać.

szukaj. On jest. W ogrodzie, blizej niż myślisz.

On jest.

Daj się porwać mocy Zmartwychwstania!

piątek, 11 lutego 2011

Zejdź mi z oczu, szatanie…

Zejdź mi z oczu, szatanie…
Pójdź za mną!

W Biblii Tysiąclecia (Mk 8,33) czytamy:
Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie».
Ten sam zwrot Jezusa – zejdź mi z oczu, szatanie – odnajdziemy w mateuszowej wersji pierwszej zapowiedzi męki (Mt 16,23). Trochę dziwne to stwierdzenie, szczególnie dlatego, że skierowane jest do najważniejszego ucznia! Zejdź mi z oczu – brzmi trochę z nienawiścią nawet. Może to wina tłumaczenia, pomyślałem. Sprawdźmy…
Podobne do tłumaczenia Biblii Tynieckiej jest to, jakiego dokonano w Poznaniu:
On zaś odwrócił się, a zobaczywszy uczniów, skarcił ostro Piotra, mówiąc: - Zejdź mi z oczu, kusicielu, bo myślisz po ludzku, a nie po Bożemu.
W Biblii Gdańskiej natomiast zwrot ten przetłumaczony jest nieco inaczej. Tłumacz użył tu łagodniejszego określenia:
Ale on obróciwszy się, a wejrzawszy na ucznie swoje, zgromił Piotra, mówiąc: Idź ode mnie, szatanie; albowiem nie pojmujesz tego, co jest Bożego, ale co jest ludzkiego.
A jak inne polskie tłumaczenia? Ks. Romaniuk w swojej Biblii warszawsko-praskiej podaje w zasadzie najłagodniejszą wersję:
A On odwrócił się i zobaczywszy swych uczniów zgromił Piotra, mówiąc: Odejdź stąd, szatanie! Nie myślisz o tym, co Boże, tylko o tym, co ludzkie.
Nie pozostaje nic innego jak zajrzeć do oryginału…  W języku greckim werset ten wygląda następująco:
ὁ δὲ ἐπιστραφεὶς καὶ ἰδὼν τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ ἐπετίμησεν Πέτρῳ καὶ λέγει· ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ, ὅτι οὐ φρονεῖς τὰ τοῦ θεοῦ ἀλλὰ τὰ τῶν ἀνθρώπων.
Zwrot ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ przetłumaczyć trzeba mniej więcej tak: pójdź za mnie, stań za mną, szatanie.
Zajrzałem do innych przekładów, i okazało się, że nie tylko te polskie dalekie są od oryginału.
Na przykład język włoski (San Paolo Edizione):
Egli, però, voltatosi e guardando i suoi discepoli, rimproverò Pietro dicendogli: «Vattene lontano da me, satana, poiché tu non hai sentimenti secondo Dio, ma secondo gli uomini».
Wyróżniony tu zwrot należało by przetłumaczyć jako: oddal się daleko ode mnie, szatanie. Podobnie zresztą jak w języku niemieckim: Weg von mir, Satan!
Jednak na szczęście są przekłady wierne orginałowi… ;) I tak:
Po francusku jest dokładnie tak samo jak w oryginale – pójdź za mnie – (Bible de Jerusalem):
Mais lui, se retournant et voyant ses disciples, admonesta Pierre et dit : " Passe derrière moi, Satan ! car tes pensées ne sont pas celles de Dieu, mais celles des hommes !
w języku angielskim (New International version) czytamy:
But when Jesus turned and looked at his disciples, he rebuked Peter. "Get behind me, Satan!" he said. "You do not have in mind the things of God, but the things of men."
W zasadzie polski zwrot zejdź mi z oczu odnosi się do tego samego; no bo jak najlepiej zejść z oczu? No własnie stanąć za kimś. Wtedy nie będzie nas na pewno ten ktoś widział. Ciekawe jest również to, że w następnym wersecie (Mk 8,34) znów pojawia się greckie ὀπίσω μου. Tym razem jednak Biblia Tysiąclecia właściwie już tłumaczy ten zwrot w znanym przez nas zwrocie :
Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!
Oryginał wygląda tak:
Καὶ προσκαλεσάμενος τὸν ὄχλον σὺν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ εἶπεν αὐτοῖς· εἴ τις θέλει ὀπίσω μου ἀκολουθεῖν, ἀπαρνησάσθω ἑαυτὸν καὶ ἀράτω τὸν σταυρὸν αὐτοῦ καὶ ἀκολουθείτω μοι
Jeszcze częściej pojawia się ten zwrot w innych fragmentach Ewangelii. Na przykład wtedy, gdy Jezus powołuje swoich uczniów, mówi do każdego z nich – Pójdź za mną! Ten zwrot w orginale brzmi właśnie: δεῦτε ὀπίσω μου – przyjdź, i stań za mną. (Mk 1,17 i podobne)
Gdy Jezus mówi o Janie Chrzcicielu też używa tego sformułowania:
Καὶ ἐκήρυσσεν λέγων· ἔρχεται ὁ ἰσχυρότερός μου ὀπίσω μου, οὗ οὐκ εἰμὶ ἱκανὸς κύψας λῦσαι τὸν ἱμάντα τῶν ὑποδημάτων αὐτοῦ
BT: I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów.
Zwrot – postępować z tyłu, za Panem – spotykamy również w Starym Testamencie. Jako zwrot idiomatyczny języka hebrajskiego, w przekładach na języki współczesne zastępowany jest innymi, które wyrażają właśnie to, co pierwotnie oznaczał. A więc posuwamy się dalej:
Zwrot מַלֵּ֖א אַחֲרָ֑י יְהוָ֥ה występuje w Starym Testamencie 8 razy (Lb 14,24; 32,11; Pwt 1,36; Joz 14,8; 1 Krl 11,6). A co oznacza? Poniżej podaję polskie tłumaczenie (BT) tych tekstów, pogrubieniem zaznaczyłem zastosowany w języku hebrajskim zwrot postępować za Panem:
Tylko słudze memu Kalebowi, który ożywiony innym duchem okazał Mi pełne posłuszeństwo, dozwolę wejść do kraju, który już przewędrował, i potomstwu jego dam go w posiadanie. (Lb 14,24)

Mężowie, którzy wyszli z Egiptu w wieku od dwudziestu lat wzwyż, nie zobaczą kraju, który poprzysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi; nie okazali mi bowiem pełnego posłuszeństwa; (Lb 32,11)

oprócz Kaleba, syna Jefunnego Kenizyty, i Jozuego, syna Nuna, którzy okazali Panu pełne posłuszeństwo. (Lb 32,12)

z wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego. On ją zobaczy. Jemu i jego synom dam ten kraj, po którym on chodził, gdyż on okazał pełne posłuszeństwo wobec Pana». (Pwt 1,36)

A gdy moi bracia, którzy wyruszyli ze mną, przerazili serce ludu, ja poszedłem całkowicie za Panem, Bogiem moim.
 (Joz 14,8)

Owego dnia Mojżesz przysiągł: Na pewno ziemia, na której stanęła twoja noga, przypadnie tobie i potomkom twoim w wiecznym dziedzictwie, ponieważ byłeś wierny Panu, Bogu mojemu. (Joz 14,9)

Dlatego należy Hebron jako dziedzictwo do Kaleba, syna Jefunnego, Kenizzyty, aż do dnia dzisiejszego, bo poszedł on całkowicie za Panem, Bogiem Izraela. (Joz 14,12)


Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec.  (1 Krl 11,6)

Ciekawy to zwrot, może takie wyjaśnienie pomoże lepiej go zrozumieć. Zganienie Piotra tak wyjaśnione brzmiało by więc po polsku:
Okaż posłuszeństwo, bądź mi wierny, chcę byś całkowicie poszedł za mną. Mówię o tobie używając słowa „szatanie”, bo myślisz bardziej po ludzku niż po bożemu. Ty chcesz, żebym to ja szedł za tobą. Nie, zejdź mi z oczu, stan za mną, i idź za mną. Ja zaprowadzę cię, gdzie nie chcesz, pójdziesz tam, gdzie ja chcę.
Może w tym kontekście inaczej spojrzeć można na zdanie, jakie Jezus wypowiedział o Janie Chrzcielu – za mną Idze ten… - Może należy to rozumieć tak – Jan okazuje największe posłuszeństwo, jest mi wierny.
A w kontekście słów powołujących apostołów?
Pójdź za mną! Okaż pełne posłuszeństwo!
Całkowicie mi zaufaj!
Bądź mi wierny!

czwartek, 3 lutego 2011

i tak to...

już luty, na blogu posto... Jak to wyjaśnić? Lawina zupełna, wszystko się sypie na głowę. Trochę praca, trochę rozmaite relacje, różne zjawiska które w normalnie nie powinny się zdarzyć... Niektórzy nazwaliby je przypadkiem, ja myślę raczej tu o Opatrzności.;)

kilka słów trochę celem podzielenia się tym, co mam w sercu...

Piąty rok w Seminairum już jestem. Mój kurs zaczynało 44 chłopaków. Dziś jest nas tylko 17. Teraz w ferie jeden chłopak poszedł na urlop, na pustynię.

Tylu ludzi, tyle spotkań, w każdym zostało coś ze mnie. nie w każdym widziałem przyjaciela, nie każdy zawsze starał się nim być. Jest jakoś dziwnie tak, że dopiero kiedy kogoś nie ma, kiedy już "za późno" zaczynamy rozumieć, jak bardzo nam go brakuje, jak bardzo głupio, że się z nim pokóciliśmy, że się nie spotkaliśmy, żeśmy nie porozmawiali. Tak, post factum dopiero żałujemy. Szkoda.

Najgorsze że tak bardzo brakuje ludzi. brakuje bliskich sercu, brakuje i tych dalekich. Wrócą? Tak, ale pewnie trochę inni. Inni dlatego, że nas nie było. Lepsi? Inni, bo nas nie było, inni dzięki temu, ze nas nie było.

My tez mamy szansę być innymi. Dobrze że ich nie ma, jeśli towarzyszy myśl, że powrócą.
inni. Tacy jak my.

niedziela, 2 stycznia 2011

z górki

niektórzy narzekają, że mają ciągle pod górkę... Narzekają, Panu Bogu się skarżą...
Przecież często, gdyby mieli z górki to by nie wyhamowali...
Lepiej z Panem Bogiem pod górkę, bo to bezpieczne, i pewne schronienie, niż samemu z górki, bo to prowadzi do dna.

niedziela, 26 grudnia 2010

poświętne życznia

dziwny to zwyczaj życzenia. Z jednej strony taki piękny, ale z drugiej... taki często sztuczny, nadęty i w zasadzie nie potrzebny...

Czego ja bym chciał życzyć? hmm...

Sobie? Braciom? Kościołowi?

Miłości. Tylko Miłości.
Miłości. Bo ona ukrywa wszelki lęk.
Miłości, bo ona jednoczy.
Miłości, bo ona buduje rujnując mury wrogości i nienawiści.
Miłości, bo ona rodzi się w brudnym i zwykłym człowieku, gdy potrafi uśmiechnąć się do drugiego.
Miłości, bo ona daje mozliwość podania ręki temu, który jest blisko a na którego patrzeć nie mogę.
Miłości, bo ona ponad wszelkimi piuskami, mitrami, oficjami i urzędami po prostu umie się dawać.

o dobry Jezu, Miłości, która przewyższa wszelką miłość... Przyjąć Cię do serca to mieć pewność, że będziesz ze mną zawsze. Ucz mnie i prowadź, bym zawsze był przy Tobie. Spraw bym ja narodził się w Twoim sercu. Bym umiał żyć w sercu Boga, jak niemowlę na rękach swej matki...

dalsze życzenia?

widzieć braci. Takich jakimi są, nie takich jakimi ja chciałbym ich mieć. I takimi jacy są ich przyjmować. i dziękować że są. Komunia to najpiękniejsze imię Kościoła. A samotność i pustka to Jego wielkie rany.

kochać braci. Bo to Bóg mi ich postawił. A tych najtrudnoejszych najbardziej cenić, bo to dowód kochającej troski Boga o mnie.

modlić się za Braci. Bo sam żadnej relacji nie jestem w stanie tworzyć. ludzkie wszystlko się rozpadnie jutro. Boskie wszechwszystko trwa.

trzymać za rękę Braci. i nie bać się iść by z nimi zbawiać świat. Czasem śmiechem, czasem płaczem, czasem wspólnym szeptem. Piękno zbawi świat. nie bój się Je głosić.

słuchać Braci. Sam Jezus prosił, byś nosił ich troski, brzemiona. Jak ty weśmiesz coś od nich, oni wezmą coś ciebie. W ten sposób zbudujecie więź dużo mocniejszą niż wspólnie przeżyte wakacje.

ufać Braciom. Zaufanie daje wiosnę serca. Serce które ufa, jest spokojne. W ufnym, sercu jest coś z dziecka. Pokój, dobroć. Otwartość.

przebaczać Braciom. Lepszy od nich nie jesteś. A tylko zgoda może budować.


Jezu, Bracie ubogich, przygarnij mnie do siebie. Ty się na to narodziłeś by jednoczyć, by zbawiać. Pozwól mi być tym sianem, które było w żłóbku, by ci było bardziej miękko; pozwól być pasterzem, który Cie pochwali, i pełen zapału poleci po innych; pozwól być głupim osłem który ogrzeje Cię sobą, pozwól być gwiazdą betlejemską, by prowadzić do Ciebie innych.
Pozwól być kapłanem, który będzie sianem, pasterzem, osłem i gwiazdą betlejmską.

sobota, 11 grudnia 2010

kardynał

Ks. Kazimierz Nycz zostałl kardynałem... Co to znaczy? a tyle że Papież uznał go za jednego z najbliższych sobie ludzi. Będzie chodził w czerwonej sutannie, symbolizującej krew. Gotowy do oddania krwi, za Kościół, za Chrystusa.
Dużo wokół nas kardynałów... Macharski, Dziwisz, Glemp, Grocholewski, Gulbinowicz... To ci znani... a jest jeszcze kilku kardynałów mało znanych, o których tak się dużo nie mówi... np. Jerzy Kardynał Popiełuszko. Miał sutannę czerwoną, nie tylko w kolorze krwi, ale po prostu, całą we krwi. Miał czerwone obszycia i guziki, ale nie dlatego, że mu je kupił sekretarz w Rzymie. Te obszycia Mu załatwili Piotrowski, Chmielewski, Pękała. To oni mu zrobili konsystorz i uroczyste włożenie purpury - w bagażniku na trasie z Bydgoszczy. Uroczysty ingres do Wisły z tamy we Włocławku miał miejsce niedługo później, w nocy, ok. 19 X 1984 roku.

ks. kardynał Niedzielak - też oddał życie dla Kościoła, w swoim mieszkaniu w parafii św. Karola Boromeusza na Powązkach.; Ks. kardynał Wyszyński - jego purpura czerwieniła się przez kilka lat wilgoci, zimnych murów klasztornego więzienia.

mamy tylu kardynałów... Piękny jest ten Kościół pełen tylu dostojników...

Cenna jest w oczach Pana śmierć jego przyjaciół, tak mówi Psalmista.

a czy ja mam odwagę być kardynałem? powiniennem. Bo powołaniem każdego księdza powinno być właśnie to, oddać życie dla Kościoła, dla Chrystusa. Czy skończy się to życie na tamie we Włocławku, na podłodze mieszkania, w domowym zaciszu - nie wiem.

Potrzeba kardynałów. I takich co to im Papież nakłada birety, ale i takich szarych, o których nikt nie wie, zę są kardynałami.

Oddać życie dla Chrystusa. Ryzykowne? Ale Jezus mówi - kto nie wyrzeka się wszystkiego co ma (a więc i zycia) a idzie za mną, nie jst mnie godzien.